Recencja TCI Cobra II WBT - Magazyn wstereo.pl
TEST / TCI COBRA II WBT i TCI COBRA / To już trzecie spotkanie na naszej stronie z kablami brytyjskiej firmy. Tym razem na odsłuch trafił komplet topowych kabli tego producenta: interkonekt i kable głośnikowe. Topowych, to nie znaczy że koszmarnie drogich. Oczywiście nie są to budżetowe przewody i trzeba za nie zapłacić kilka tysięcy. Ale w porównaniu z niektórymi markami hi-endowymi to naprawdę przystępna cena. Bo kable z Irlandii skierowane są do audiofilii rozsądnie gospodarujących swoimi pieniędzmi. Jak wypadły? Oto test TCI Cobra II WBT i TCI Cobra.
Na polskim rynku audio marka, która od lat cieszy się uznaniem w Wielkiej Brytanii, pojawiła się stosunkowo niedawno, mniej niż dekadę temu. TCI Cables (True Colours Industries) to producent przewodów audio z Lisburn w Irlandii Północnej, którego historia sięga lat 90. XX wieku. Pierwszy interkonekt firmy – model Cobra – został zaprojektowany w 1993 roku i mimo kolejnych modernizacji pozostaje w sprzedaży do dziś. To rzadki przykład produktu, który przez lata nie tylko nie zniknął z rynku, ale stał się jednym z filarów oferty producenta.
TCI specjalizuje się w projektowaniu i produkcji przewodów dla systemów Hi-Fi. W katalogu firmy znajdziemy praktycznie wszystkie rodzaje okablowania wykorzystywanego we współczesnym audio – od interkonektów i kabli głośnikowych, przez przewody zasilające i cyfrowe, po kable HDMI oraz listwy zasilające. Producent wykorzystuje przewodniki wykonane z wysokiej jakości miedzi i miedzi posrebrzanej, a także własne rozwiązania dotyczące konfekcji i złączy. Co ważne, większość produktów powstaje w Wielkiej Brytanii, natomiast najtańsze serie są produkowane według brytyjskich projektów i podlegają ścisłej kontroli jakości.
Filozofia TCI opiera się na kilku prostych założeniach: neutralności brzmienia, naturalnym obrazowaniu przestrzeni oraz zachowaniu muzykalności bez sztucznego podbarwiania dźwięku. Firma podkreśla, że każdy nowy produkt przechodzi rozbudowane testy odsłuchowe, a ostatecznym narzędziem oceny pozostaje ludzki słuch.
Jednym z największych atutów TCI jest jednak stosunek jakości do ceny. W czasach, gdy ceny niektórych przewodów audio osiągają poziomy trudne do uzasadnienia parametrami technicznymi, brytyjski producent stawia na rozsądek. W ofercie znajdują się zarówno podstawowe modele kosztujące mniej niż 200 złotych, jak i bardziej zaawansowane konstrukcje dla wymagających użytkowników. Dzięki temu marka skutecznie trafia zarówno do osób rozpoczynających przygodę z audio, jak i do bardziej doświadczonych melomanów. Za dystrybucję TCI Cables w Polsce odpowiada firma DNA Audio.
TCI Cobra II WBT i TCI Cobra – test. Budowa
Zacznijmy od łączówki TCI Cobra II WBT. Do odsłuchu otrzymałem kable okute bardzo solidnymi wtykami doskonałej niemieckiej firmy WBT, choć w standardzie mamy interkonekt z innymi wtykami. Ogólnie firma nazywa kable z serii Cobra II topowymi przewodami w swojej kolekcji, jednak ten z wtyczkami WBT jest na samym szczycie oferty.
Wtyki WBT 0152 AG Signature z czystego srebra i zaawansowana konstrukcja SP-OFC zdaniem producenta mają zapewnić lepszą scenę dźwiękową, a jednocześnie połączenie gładkości i rozdzielczości. Firma dedykuje kable do najwyższej klasy urządzeń.
Producent zapewnia, że znaczna ilość srebra wykorzystana w konstrukcji samego przewodnika oraz w zastosowanych wtykach zapewnia charakterystykę akustyczną zbliżoną do kabli z czystego srebra, ale w bardziej przystępnej cenie.
Brytyjczycy są dość oszczędni, jeśli chodzi i informacje o budowie kabla. Znaczna sztywność oraz użycie liczby pojedynczej w opisie przewodnika sugeruje, że mamy do czynienia z przewodem pojedynczym (solid core). Jako materiału użyto SP-OFC , czyli posrebrzanej miedzi beztlenowej.
Co jeszcze wiadomo o TCI Cobra II WBT? Do lutowania przewodników z okuciami użyto bezołowiowej cyny z dodatkiem srebra (to kolejny srebrny element w zastosowany w tym TCI). Użyto podwójnie plecionego ekran PC-OFC o wysokiej gęstości a jako dielektryk zastosowano PTFE (politetrafluoroetylen), czyli teflon. Całość otoczono czarną plecionką ze złotym deseniem. Interkonekt jest kierunkowy.
Przejdźmy do głośnikowca TCI King Cobra. Jeśli chodzi o sam przewodnik, to mamy do czynienia z tym samym materiałem, a więc wysokiej czystości stop miedziany pokryty srebrem. Podobnie jak w przypadku interkonektu mamy do czynienia najprawdopodobniej z drutami solid core.
Ekranowanie jest podobne. Inaczej producent podszedł do izolacji – jest podwójna. Bezpośrednio przewodniki są izolowane teflonem, ale zastosowano również izolację powietrzną, a więc muszą być one poprowadzone w rurce izolacyjnej.
Kable można zmówić w wersji pojedynczej lub bi-wiringowej. W miejscu rozchodzenia się końcówek zastosowani ładne, solidne tuleje. Pełnią rolę ozdobną, ale również wzmacniają miejsce rozchodzenia się żył. Przewody TCI King Cobra można zamówić zakonfekcjonowane w banany lub widełki. I jedna, i drugie wykonane są z rodowanej miedzi.
Polski dystrybutor kabli TCI – firma DNA Audio (Ministerstwo Dźwięku) wyceniło metrowy odcinek łączówki TCI Cobra II WBT na 4 690 zł (klasa A – wyższa grupa cenowa – kable od 3 do 5 tys. zł). 2,5-metrowe odcinki kabli głośnikowych TCI King Cobra w wersji pojedynczej kosztują 5 590 zł (klasa hi-end – kable powyżej 5 tys. zł).
TCI Cobra II WBT i TCI Cobra – test. Brzmienie
Zacznę trochę nietypowo. A może dla mnie jednak typowo, bo często staram się polemizować ze stereotypami, tutaj ze stereotypami audio. Sporo takich jest też w stosunku do kabli. A to, że srebrne przewody najlepiej nadają się do lampy, że miedziane ocieplają brzmienie, że do głośnikowców lepsze są skrętki zamiast solid core…
Jest też wcale niemała grupa miłośników dobrego brzmienia, która uważa, że kable takie jak odsłuchiwane TCI, czyli zbudowane ze srebrzonej miedzi, są często krzykliwe, bywają ostre. I tu muszę powiedzieć, że faktycznie część takich kabli (choć nie wszystkie) brzmiała dla mnie właśnie bardzo ofensywnie. Dlatego nastawiałem się na mocną, konkretną prezentację i zostałem brytyjskim interkonektem naprawdę mocno zaskoczony.
Otóż TCI Cobra II WBT prezentował się jako kabel bardzo zrównoważony, spokojny, grający z bardzo dużą kulturą. Zupełnie inaczej niż stereotypowa “srebrzona miedź”. Ba, powiem więcej – prezentacja tej łączówki bardzo przypominała mi mojego Fadela Art Reference One (nota bene to kabel srebrny, który dla wielu brzmi jak stereotypowa miedź). No ale żeby już nie kombinować – opiszę jego wpływ na mój system.
Brytyjski kabel tonalnie jest po ciemniejsze, cieplejszej stronie. Z jednej strony mamy więc minimalne wygaszenie wysokiej góry, jest w nich jakby mniej energii, mniej błysku. Natomiast dzieje się to na samym szczycie, bo mimo tego soprany są obecne, dobrze słyszalne, naprawdę dobrze różnicujące barwy z odpowiednią separacją i bardzo dobrymi wybrzmieniami i z odpowiednią ciężkością.
Ocieplenie nie jest realizowane przez dopompowywanie basu czy wyższej średnicy, chodzi raczej o doważenie wszystkich pasm, i bas, i średnica, i wysokie tony mają sporo masy, wypełnienia. Dlatego kable dodaje do brzmienia sążnistości, skali i potęgi. I właśnie ta obfitość, wypełnienie sprawia, że odbieramy interkonekt jako cieplejszy. Ale to także powoduje, że przewód dodaje do muzyki potęgi i skali, duża dynamika to jego bardzo mocna strona.
Choć jednocześnie trzeba przyznać, że to także wpływa na pewne stonowanie w szybkości i mikrodynamice. TCI Cobra nie jest demonem pod tym względem, ale też trudno twierdzić, że ma jakieś wyraźnie ograniczenia w tym względzie. Jest przeciętny w swojej cenie.
Kabel jest za to nadzwyczaj gładki i płynny, to brzmienie bez zadziorów, bez ostrych kantów ze znakomitą spójnością i płynnością. Rozdzielczość nie jest wyśrubowana, kontury poszczególnych dźwięków nie są rysowane jak ekstremalnie zaostrzonym ołówkiem, jednocześnie nic się nie zlewa, nic nie homogenizuje. Mimo bardzo dobrych wybrzmień i podtrzymywania, mimo braku ostrych kantów wszystko pozostaje czytelne, choć nie ekstremalnie. Jednocześnie interkonekt pokazuje muzykę w bogaty sposób, oddaje w sposób jak najbardziej zachęcający fakturę brzmienia i szczegóły. Przestrzeń? Jest przyzwoita, lekko oddalona, z dobrymi planami, ale raczej po gęstszej stronie.
Przejdźmy zatem do przewodów głośnikowych. I to zaskoczenie, bo choć zrobione z tego samego materiału, czyli jest to srebrzona miedź, to ich brzmienie jest inne, szczególnie jeśli chodzi o ustawienie tonalności. I słychać to już od pierwszych minut odsłuchu, niczego nie trzeba się domyślać. Brytyjski głośnikowiec brzmi jednoznacznie jaśniej. Ogólna tonalność nie jest taka tłusta, to brzmienie lżejsze niż interkonektu.
TCI King Cobra ma zdecydowanie mocniejszą górę pasm, podaną bardziej bezpardonowo, może nawet lekko zaakcentowaną. W każdym razie słychać jej ofensywność. Ma też nieco inną barwę. O ile w łączówce można ją nazwać złotą czy nawet miedzianą, to głośnikowiec jest w sopranach srebrzysty, błyszczący. I głównie to wpływa na postrzeganie tego kabla jako jaśniejszego.
hoć i średnica jest też nieco bardziej neutralna, aczkolwiek tutaj różnice są mniejsze. Co prawda wokale czy niżej brzmiące instrumenty (wiolonczela, klarnet basowy) mają mniej masy i są mniej podgrzane, mniej ocieplone, to średnica nadal jest plastyczna i bogata. Najmniej różnic jest w kolorze niskich częstotliwości, aczkolwiek odbieramy je nieco inaczej z innego powodu.
Otóż głośnikowy TCI King Cobra bardziej panuje nad wybrzmieniami, są krótsze i odmierzana bardziej precyzyjnie, kabel gra dokładniej, wyraźniej podkreślając kontur dźwięku, jego początek i koniec. Rośnie więc postrzeganie rozdzielczości, separacji poszczególnych dźwięków.
Jeśli chodzi o przestrzenność, to nie różni się bardzo ona od tego, co prezentuje łączówka, a więc jest leciutko oddalona od słuchacza, z dobrymi planami i z dobrą szerokością. Niewielka różnica tkwi w tym, że w przewodach głośnikowych jest więcej powietrza w muzyce, co skutkuje tym, że całą scenę odbieramy jako bardziej rozluźnioną, jest na niej jakby więcej miejsca dla muzyków. Aczkolwiek chyba jest odrobinkę mniej plastyczna niż w interkonektach
Jeśli do tego dołożymy bardzo dobrą czystość i klarowność prezentacji, naprawdę niezłą dynamikę – szczególnie szybkość, werwę w podawaniu muzyki – i do tego naprawdę dużą namacalność, to otrzymujemy kabel grający bardzo żywo, bezpośrednio, lekko ofensywnie, ale nie krzykliwie. No i proszę, srebrzona miedź a jakże inna…
A jak te dwa kable wypadną razem? W tej kwestii nie ma reguły, bo w zależności od systemu para może zachowywać się różnie. Albo jeden zdominuje całość, albo brzmienie “stanie” gdzieś pośrodku, albo otrzymamy coś zupełnie nowego. W przypadku pary TCI mamy do pewnego stopnia tę drugą możliwość, aczkolwiek z pewnymi akcentami.
Generalnie otrzymujemy brzmienie “kompromisowe”, a więc połączenie cech obu kabli. Pozostaje pewne wypełnienie i masa dźwięku, jakie daje interkonekt. Brzmienie jest więc nadal ciepłe, ale już nie aż tak bardzo, jak bez głośnikowca. Jest plastyczność rodem z łączówki, ale podlana tym jasnym sosem w górze pasma. A więc upraszczając: bas bardziej interkonektowy, średnica a szczególnie góra – bardziej głośnikowa. Brzmienie obu kabli jest więc bardziej zrównoważone.
Podobnie z dynamiką – tutaj wydaje się, że interkonekt wciąż nadaje ton, ale nie tak mocno, jak wpięty samodzielnie. Jest spora skala, dźwięki są masywne, aczkolwiek faktycznie muzyka przyśpiesza, nabiera wigoru.
Natomiast przewody głośnikowe wyraźnie nadają ton, jeśli chodzi o przestrzeń. Scena się rozrasta, a przede wszystkim jest o wiele bardziej swobodna, więcej w niej powietrza niż z samym intekonektem. Jest na niej dużo miejsca, dużo swobody na wybrzmienie, muzycy mają między sobą dużo luzu. Z tego powodu wzrasta też nasze poczucie rozdzielczości, choć sam rysunek poszczególnych nut niewiele się zmienia (no, jest może odrobinę precyzyjniejszy). W każdym razie warto poeksperymentować z oboma przewodami.
Podsumowanie
Topowe kable brytyjskiego producenta, a w szczególności interkonekt, przeczą stereotypom, jaki krążą o przewodach ze srebrzonej miedzi. Nie są krzykliwe, ani mocno ofensywne. Łączówka TCI Cobra II WBT jest więc zaprzeczeniem tego stereotypu. Kable nadają brzmieniu spokoju i płynności, nie ma w ich brzmieniu nic nerwowego. Tonalnie są po cieplejszej stronie – średnica i bas są mocno nasycone w niskie składowe, plastyczne, doważone, a góra pasma leciutko stonowana. Kabel nadaje brzmieniu skali a i z szybkością nie jest źle. Ale z tą ostatnią cechą lepiej radzą sobie kable głośnikowe TCI King Cobra, które dodają muzyce dużo werwy i energii. Są też jaśniejsze tonalnie, szczególnie w górze pasma. Są bardziej precyzyjne i dokładne od łączówki, bardziej akcentują rozdzielczość niż płynność muzyki. Jak kable wypadają razem? To brzmienie “kompromisowe”, ale nie jest to stanięcie dokładnie wpół drogi. Warto wypróbować każdy z przewodów osobno, ale także wspólnie, bo może okazać się, że trafiliśmy w to, czego szukaliśmy.